istota grzechu

religia
Bartosz Piotr Bajek

Przyglądając się współczesnemu światu chrześcijańskiemu, moralistyce, dogmatyce i duszpasterstwu, zacząłem zastanawiać się nad istotą grzechu.

Będąc konsekwentny dotychczasowemu myśleniu (zobacz: Wewnętrzo-zewnetrzność), bo nie ma sensu dochodzić do wniosków i nie opierać na nich swych dalszych rozważań, nie pozostaje mi nic innego jak powtórzyć i przyjąć za założenie, iż człowiek jest komunią między tym co wewnętrzne a tym co zewnętrzne, przy czym wnętrze człowieka jest nadrzędne i jest początkiem wszelkich akcji, a czyny są procesem uzewnętrzniania ludzkiego wnętrza, materializowaniem się czy też komunikowaniem ze światem zewnętrznym tego co wewnątrz człowieka.


Zachodni świat chrześcijański był zawsze bardziej nastawiony na zewnętrzność: modlitwę ustną, nabożeństwa, Różaniec,... w przeciwieństwie do Wschodu, który medytował, modlił się modlitwą Jezusową i miał tendencje do herezji, czyli rozłamów na tle doktrynalnym, podczas gdy Zachodowi groziły głównie schizmy (złamanie dyscypliny, posłuszeństwa w sprawach drugorzędnych).


Od dziecka pamiętam, że mówiono mi: 'TO jest złe!', 'nie wolno TAK robić!', 'TO grzech!', itd a spowiedź miała polegać na wymienieniu tego, CO się zrobiło, lub nie i ILE RAZY powtórzyło się daną czynność. Tak jakby grzech tkwił w czynach, jakby uczynki były grzeszne lub nie. Owszem są pewne czynności, którym jest przypisana dana intencja nieodwołalnie, np. gwałt. I nawet jeśli Afrykańskie rzezimieszki będą uparcie twierdzić, że w ten sposób chcą pomóc lesbijkom, uzdrowić je z ich orientacji, nie zmienia to faktu, że dany czyn jest zły, bo ma wpisaną w siebie intencję krzywdzenia drugiego człowieka, niezależnie czy ktoś ją widzi, przyjmuje, czy też nie. Czemu nie podaję za przykład zabójstwa? Bo uważam, że zabójstwo w obronie własnej lub innych nie jest grzechem, oczywiście jeśli nie ma alternatywy.


Co zatem z czynami, które nie są tak jednoznaczne jak np. gwałt?
Nie mówię tu o czynach które niosą ze sobą krzywdzące skutki (jak wiadomo cel nie uświęca środków, a dobra intencja nie niweluje poziomu szkód wyrządzonych) lub wypaczenie i dewiacje. Czy są one moralnie dobre lub złe, czy tez ich wartość jest zależna od czegoś innego? Może dopiero w dogłębnym rozpatrzeniu w kontekście intencji jak i ich skutków nabierają wartości moralnej? I w końcu czy czyn jest grzechem a grzech czynem?


Jeśli skupimy się na uczynkach doprowadzimy się do legalistycznego ujęcia rzeczywistości. Dlatego od wieków Ojcowie Kościoła zwracali uwagę, że jest coś więcej niż poprawność legalistyczna. Sam Pan Jezus uświadamiał: 'Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa.' [Mt 5,27n] Jeśli przyjrzymy się bliżej temu fragmentowi i zastanowimy się czym jest pożądliwe spojrzenie to dojdziemy do wniosku, że coś takiego samoistnie nie istnieje, tylko pożądliwość już zagnieżdżona w sercu wyziera przez spojrzenie.
Jeśli posłuchamy relacji z posługi duszpasterskiej egzorcystów, dowiemy się, że niektóre demony pytane o imię w czasie rytuału, nie podają nazwy własnej tylko określają się jako np. duch lenistwa, duch bluźnierstwa, itd.
Jeśli wrócimy do wstępnego założenia wewnętrzo-zewnetrzności człowieka powinniśmy na nowo zadać pytanie: czy grzech jest czynem czy raczej czymś wewnętrznym? Czy istotą grzechu jest nie tyle czynić, co pozwolić pokusie przemawiać do swojego serca i słuchać jej? I co z tymi, którzy postanowili coś zrobić ale im się to nie udało bo coś stanęło im na drodze lub się opamiętali? Czy mają grzech? Przecież nic nie zrobili, czy mają grzech? Myślę, że mają. Ponieważ grzech to coś co dokonuje się w sercu, to pozwolenie na ograniczenie własnej wolności, pójście za demonem. Pierwszemu przeszkodziły okoliczności - pośrednia łaska Bożą, a drugiemu bezpośrednia interwencja Boga w postaci opamiętania.
Myślę, że powinniśmy się spowiadać z grzechów jako stanów serca a nie uczynków, które są wyrazem tychże stanów, uzewnętrznieniem tego co w nas, bo 'z obfitości serca mówią w końcu usta' [por. Łk 6,45]


Niestety w Kościele Katolickim wciąż ważniejsze są czyny niż intencje i tendencja do nie ufania ludziom, co prowadzi do tego, że należy wykonać pewne czynności uprzednie, by udowodnić swe intencje, po czym dopiero przystąpić do czynności właściwej. Cała ta procedura sprawia, że komplikujemy sobie życie i wypaczamy się nieznacznie, ale za to jesteśmy legalistycznie poprawni i wolni od sankcji.