antysynonizm - w obronie doskonałości

religia
Bartosz Piotr Bajek

Bulwersuję się gdy myślę o słowniku synonimów. Może to wydawać się głupie, ale tak jest i uważam, że ów słownik jest jednym z największych wrogów myśli ludzkiej. Dlaczego? Bo jest to brutalne spacyfikowanie definicji i spłaszczenie sensu poszczególnych słów.

Być może jest to wynik zubożenia naszego współczesnego języka polskiego, bo inne języki wydają się operować większą ilością pojęć o jedynie podobnym znaczeniu. Np. angielski: big, large, great - tłumaczymy tak samo, jednak nie używa się ich zamiennie - mimo iż mają podobne znaczenie, każde używa się w innym kontekście.

Nie zastanawialiście się nigdy, czemu w ogóle istnieją synonimy? Jeśli wszystkie wyrazy tej samej grupy, oznaczają to samo, to po co nam ich tyle? Czy tylko po to, by na języku polskim nie powtarzać tych samych wyrazów w zdaniu, a wypracowania były bardziej kwieciste? Otóż nie. Każdy wyraz oznacza coś innego i dlatego powstał, by określać coś innego, na co dotychczasowe pojęcia nie dawały pełnej odpowiedzi.

I kolejne, zasadnicze pytanie: czemu jeśli już dopuściliśmy się synonimów, to zamiast grupować je na zasadzie podobieństwa ich znaczenia, grupujemy je w oparciu o ich potoczne zrozumienie? Pytam, bo jest to samookaleczenie naszego procesu myślowego.

Ubolewam tak bardzo nad tym, choć dla większości to nic nie znaczy, bo spośród wielu pojęć spłaszczonych-wypaczonych przez przypisywanie synonimów, jest jedno bardzo mi osobiście bliskie i myślę że zarazem jedno z podstawowych w naszym procesie myślenia...

Doskonałość. Czym ona tak na prawdę jest?
Zapewne Waszym pierwszym, mylnym skojarzeniem będzie idealność. Niestety, tak dziś współczesny człowiek rozumie to pojęcie i tu pojawia się problem, bo teksty ludzi żyjących wieki przed nami stają się przez to dla nas niezrozumiałe, bo używamy tych samych słów do opisania innych rzeczy.

Doskonałość to nie idealizm, a dążenie do doskonałości to nie podążanie za ideałami. Ideały (od idei Platona) są nieosiągalne, nierealne. Można za nimi gonić ale to strata czasu i energii - nigdy się ich nie osiągnie, a jeśli tak, to po co się trudzić by gonić za nimi w ogóle? Nikt nie zaleca się do dziewczyny, by z nią w końcu nie być. Dlatego też, Chrześcijaństwo nie ma ideałów - ma Jezusa Chrystusa, realnego mężczyznę, którego możemy naśladować i upodabniać się do Niego.

W jaki sposób więc należy rozumieć doskonałość? Najbardziej słusznym wytłumaczeniem jest pełnia. To jedyny synonim jaki przystoi doskonałości. Doskonalić, to wypełniać. Nie osiągać idealizm, bezbłędność ale spójną pełnię, która siłą rzeczy marginalizuje błąd, choć go nie wyklucza.

I tak, patrząc na Pana Jezusa dostrzegamy w Nim i odkrywamy pełnię człowieczeństwa, do której mamy dążyć przez Jego naśladowanie, innymi słowy doskonalić się, dopełniać.

Współczesne zaś odrzucenie ascetyki i samodoskonalenia (uprawomocnione zachłyśnięciem psychologią), wynika z niezrozumienia czym tak naprawdę jest doskonałość. Zrobiliśmy ze średniowiecznych świętych dziwaków, bo ich nie zrozumieliśmy. Tak na prawdę to my jesteśmy dziwni, bo nie rozumiemy słów, które wypowiadamy i myślimy, że wiemy wsztstko...