to co naturalne

człowiek
Bartosz Piotr Bajek

Często debatując z kimś na temat człowieka pada argument naturalności. Możemy usłyszeć, że coś jest naturalne lub nienaturalne. Co ciekawe najczęściej wtedy rozmówca pręży się jak może by udowodnić, że to o czym on mówi jest również naturalne człowiekowi. A ja pytam: po co?

Kiedy mówimy, że coś jest naturalne, mamy na myśli że jest nam przypisane z natury (ex natura), że z niej wypływa i jest nam właściwe. Rozwój myśli i definiowalności był jaki był i zafundował nam pejoratywne antonimy takie jak: nienaturalny, patologiczny, wynaturzony... Każdy brzmi niepokojąco i złowrogo. W konsekwencji naturalność została utożsamiona z dobrem, a wszelkie nienaturalności są z definicji czymś złym.


Kiedy więc słyszymy, że to co robimy jest nienaturalne, rozumiemy że jest złe i czujemy się dotknięci. Usilnie wtedy dążymy do udowodnienia iż jest inaczej, bo wierzymy, że uznanie czegoś za naturalne jest równoznaczne z usankcjonowaniem tego. W ten sposób odczarowujemy to co było złe w dobre, a nasze sumienia są spokojne, no bo jeśli to jest naturalne, to jest w porządku, mało tego - z naturą nie wygrasz (absolutyzacja natury). I wszystko byłoby pięknie gdyby nie fakt, że jest to ślepa uliczka o nazwie ideologizacja.


Cóż zatem zrobić? Przede wszystkim uświadomić sobie, że jeżeli coś jest nienaturalne, to nie znaczy to od razu złe. Człowiek jest bardzo plastycznym stworzeniem i robi wiele nienaturalnych rzeczy, mniejszych jak i większych, które są dla niego tak spowszedniałe, że nie budzą w nim żadnego rozdźwięku. Np pocałunek jest nienaturalnym wykorzystaniem organu, jakim są usta, a które służą stricte do przyjmowania pokarmu i wydawania dźwięków. Niemniej jednak owo wynaturzenie nie budzi żadnych kontrowersji, chyba że całuje starszawa ciocia albo mama przy kumplach;).


Musimy sobie zatem uświadomić, że problem często nie leży w tym czy coś jest nam naturalne czy nie, tylko w tym, czy zgodzimy się to coś zaakceptować bądź tolerować. Samo zaś orzeczenie o nienaturalności nie jest obraźliwe, jest jedynie stwierdzeniem faktu, bez przypisywania wartości moralnej czy etycznej.


Oprócz absolutyzacji natury i prób jej zideologizowania dopuszczamy się jeszcze jednego poważnego błędu: utożsamienia tego co naturalne z tym co pierwotne.
Jak już napisałem jesteśmy plastyczni, ewoluujący, co oznacza zastępowanie, podporządkowanie lepszemu tego co gorsze, słabsze, a niekiedy nawet całkowite poświęcenie tego co uprzednie, pierwotne na rzecz nowego. Gdyby tak nie było, to nasz rozwój byłby regresem. W dynamice rozwoju człowieka chodzi zatem o to, co zyskało pierwszeństwo, a nie wystąpiło jako pierwsze. Jeśli zaś twierdzimy, że to co pierwotne jest naturalne, to reszta jest naroślą obciążającą naszą naturę i powinniśmy wrócić do jaskiń.


Żyjemy w czasach, w których przemiany (i to w skali globalnej) zachodzą na drodze rewolucji społecznych i lobbingu, bez poszanowania dla mentalności narodów (która ulega przemianom na przestrzeni międzypokoleniowej). Stajemy w niecodziennej sytuacji, w której mamy wybór, kiedy decydujemy gdzie postawić granicę. Mamy możliwość określenia się wobec zagadnień, które przyszłym pokoleniom będą zadane jako normy społeczne, jako już urobiona mentalność.


Najlepszym przykładem na to o czym piszę jest walka homoseksualistów o zakorzenienie homoseksualizmu w ludzkiej naturze, ponieważ jest to ideologizacja, co (i tu się nie ma czemu dziwić) budzi sprzeciw i absolutyzacja natury, którą myli z pierwotnością.