Wiedza a wiara

religia
Bartosz Piotr Bajek

W dzisiejszym poście chciałbym bliżej przyjżeć się relacji zaleleżności między wiedzą a wiarą. Osobiście uważam, że odwieczna walka racjonalistów z wierzącymi nie tylko nie ma sensu, jest formą autoagresji. Wiedza daje pewność, którą można poprzeć faktami. Wiara zaś nie daje tej pewności, jest założeniem. Obie są dwoma etapami tej samej drogi, drogi poznania i choć wzajemnie się wykluczają, nie są antagonizmami.

Nie ma wiedzy bez wiary.
Aby zdobyć jakąkolwiek wiedzę, musimy najpierw przyjąć pewne założenia. Musimy uwierzyć, że jest tak jak przyjmujemy i że nasze założenia zaprowadzą nas do słusznych wniosków. Np. patrząc na kolory musimy przyjąć, że nasze zmysły nas nie okłamują (choć byli tacy co uważali inaczej), że widzimy świat takim jaki jest. Bez tego założenia (wiary) nie bylibyśmy w stanie powiedzieć czegokolwiek o otaczającym nas świecie. Tak samo idąc na jakiś wykład zakładam, wieżę że wykładowca mówi prawdę. Wiara zatem otwiera nam drogę do poznania, do zdobycia wiedzy, ostatecznie dotarcia do prawdy.

Wiedza wyklucza wiarę.
Tam gdzie jest wiedza, nie ma miejsca dla wiary. Jeżeli już zdobyłem jakąś wiedzę o danym przedmiocie, nie mogę wierzyć że jest inaczej. Jeśli tak jednak postępuję czy nie jestem szaleńcem? Nie można wiedzieć czegoś w tym samym czasie, względem tego samego przedmiotu i pod tym samym aspektem i jednocześnie wierzyć, że jest inaczej. Chrześcijanin na początku wierzy w istnienie Boga i zakłada, że to co mu o Nim przekazano jest prawdą. Z czasem przekonuje się, że owe założenia są słuszne, dostrzegając w swoim życiu konkretne wydarzenia jako Boską obecność, interwencję. I tak dochodzi do pewności istnienia Boga i może powiedzieć: już wiem, że Bóg istnieje! Ta pewność jest prawdziwą nadzieją chrześcijańską, to ona czyni cuda. Gdyby św. Piotr nie miał tej pewności, nie powiedziałby na oczach wszystkich do chromego: wstań!

Wiedza w służbie wiary.
Jesteśmy istotami rozumnymi i dlatego dążymy do poznania, zrozumienia. Potrzebujemy gromadzić wiedzę, mieć pewność, wytumaczać sobie rzeczy, by móc je przyjąć. Rozumiejąc nawet tylko w jakimś stopniu, łatwiej jest nam przeżywać naszą religijność. To jest właśnie ta itinerarium mentis in Deum (wędrówka umysłu do Boga), czyli wiara jako ta wędrówka umysłu, droga na której zdobywa zrozumienie i dochodzi do wiedzy, pewności, dążąc do ostatecznego celu jakim jest Bóg. Czyli wiedza ma mi przybliżać Boga, a nie oddalać od Niego.

Wiara, wiedza, wolność.
Pojawia się zatem pytanie: dlaczego więc nie mamy takiej wiedzy, by udowodnić istnienie Boga innym? Dlaczego ta pewność Boga jaką zdobywam w swoim życiu jest na użypek prywatny bądź wspólnoty? Otóż wiedza nie daje możliwości wyboru - fakty trzeba po prostu przyjąć, nie ma tu miejsca na wolność. Wiara zaś daje wolność, bo przyjmuję coś jako prawdziwe, mimo iż nie mam pewności co do tego. Miłość daje wolność. Nie można zmusić kogoś do kochania. Gdyby Bóg dał dowód swojego istnienia, nie mielibyśmy wyboru, musielibyśmy zaakceptować ten fakt, a On byłby tyranem. Natomiast podstawą relacji z Bogiem jest miłość.


Pojawia sie jednak problem twórczego i aktywnego przeżywania wiedzy. Wielu ludzi posiadając wiedzę niejako gaśnie. Mamy tendencje do zatrzymywania się na celach pośrednich. Wiedza nie ma nas zadowalać a zbiżać do Boga. Wszyscy uczyliśmy się na religii, że Bóg jest miłością. Wszyscy to wiemy ale ilu z nas tego naprawdę doświadczyło?