Lost In Translation

człowiek
Bartosz Piotr Bajek

Współczesny człowiek jest zagubiony między formą a treścią. Ktoś mógłby spytać: ale o co chodzi? Pamiętam jak na metafizyce musieliśmy zrobić ogromny przeskok myślowy, żeby nauczyć się patrzeć na każdy przedmiot (byt) w kategoriach formy i materii.
Pamiętam kolokwium, ciasteczka markizy i pytanie: co jest formą, a co materią? A następnie oderwanie górnego ciasteczka i kolejne pytanie: czy to jeszcze są markizy? He he.

Problem współczesnych ludzi polega na tym, że ograniczają się do formy i nie potrafią przebić się przez nią, by dotrzeć do treści, bądź utożsamiają formę z treścią lub dobierają nieodpowiednią formę, przez co treść staje się nieczytelna. I jak tu komunikować się w takim świecie?


Najlepszym przykładem na ograniczenie do formy jest naśladowanie innych. Otóż idea naśladowania (sama w sobie chwalebna, bo skądś inspiracje trzeba czerpać) ogranicza się najczęściej do powtarzania, małpowania czynów, które w tym przypadku są jedynie formą.
W naśladowaniu chodzi o postępowaniu w duchu tych samych cnót, ale poprzez gesty i czyny, które są dostosowane do każdego infdywidualnie. Czyli np widząc, że ktoś pości nie ograniczam od razu jedzenia, tylko dociekam dlaczego ten ktoś tak postępuje. Odkrywam, że ten człowiek jest smakoszem i jedzenie sprawia mu przyjemność. I docieram do sensu jego postu: treścią jest rezygnacja z tego co sprawia przyjemność, a formą tej rezygnacji jest pewne ograniczenie (ilościowe bądź jakościowe) w tym co spożywa. Następnie, jeśli dochodzę do wniosku, że ma to sens i chcę to naśladować, zastanawiam się co sprawia mi dużo przyjemności i w jaki sposób na to nałożyć post. Tu mógłbym się rozpisywać, choć post i ascetyka to osobny temat.


Przykładem utożsamienia formy z treścią jest moralistyka katolicka, która określa pewne czyny grzesznymi, przypisując im niejako domyślną intencję. I tak oto czyn przez samo jego wykonanie (de facto), zaciąga grzech niezależnie od intencji. Otóż patrząc na naukę Jezusa Chrystusa o grzechu, który rodzi się w sercu, dochodzimy do wniosku, że treścią grzechu jest intencja, a sam czyn jest jedynie formą (więcej na ten temat w artykule Istota grzechu).


Co się zaś tyczy doboru niewłaściwej formy do treści, to najlepszym przykładem są kłótnie. Po prostu trzeba umieć wyrazić to, co chce się powiedzieć. Często sugerujemy coś, mówimy nie wprost i ten komunikat jest dla nas oczywisty, ale nie musi być takim dla odbiorcy. Po czym denerwujemy się, że nasze oczekiwania nie zostały spełnione.
Albo chociażby to, że ludzie często martwiąc się o kogoś krzyczą. Trzeba się mocno zaprzeć i nie ulegać pierwszemu błędowi (nie ograniczać się do formy), by nie zrazić się krzykami i przejść nad nimi do tego co się pod nimi tak na prawdę kryje.



Reasumując trzeba nam dalekowzroczności i wielopłaszczyznowego (a przynajmniej dwu) patrzenia na rzeczywistość, ale kto o mym dziś mówi? Kto tego uczy?