wolność słowa

społeczeństwo
Bartosz Piotr Bajek

Ciekawą zależność zauważyłem przyglądając się ostatnio głośnej sprawie pana Wojciecha Cejrowskiego (zakładam, że jesteśmy zorientowani na temat afery z zawieszeniem programów p. Cejrowskiego w radiu i tv).

Podłożem zjawiska, o którym napiszę za chwilę, jest poprawność polityczna. Myślę, że można ją śmiało dopisać do listy chorób społecznych XX i XXI wieku. Jest to niesamowita patologia językowa, prowadząca do wypaczenia ludzkiego zmysłu postrzegania.


Wracając do sedna sprawy, zastanawiałem się gdzie jest różnica między nietolerancją a wolnością słowa? Życie publiczne daje nam na to odpowiedź. Wg. współczesnego świata medialnego, przesiąkniętego ideą poprawności politycznej, o wolności słowa mówimy wtedy, gdy ktoś obraża, wyraża się pejoratywnie i krytykuje stare, niepopularne idee, takie jak np. religia. Jeżeli zaś ktoś ośmiela się krytykować nowe, popularne idee jak np. homoseksualizm, wtedy mówimy o nietolerancji. Obłęd!


Swoją drogą, czy ktoś z Was zastanawiał się kiedyś, dlaczego zwolennicy aborcji (pomijam quasi-feministyczne hasła pt. 'mój brzuch - moja decyzja') za wszelką cenę starają się promować przekonanie, o rzekomo naukowym podłożu, iż płód ludzki nie jest człowiekiem? Chodzi o mentalność. O wyrobienie w człowieku takiegoż przekonania. Bo, kiedy płód nie ma statusu człowieka, nie obowiązują nas wobec niego paragrafy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, a zwłaszcza artykuł 2: Prawo do życia. Aborcja staje się wtedy prawomocna. Niestety taki światopogląd jest sprzeczny z rzeczywistością, z biologicznym rozwojem człowieka, itd. Wbrew pozorom nie jest to jedynie kwestia wiary i sprzeciwu Kościoła Katolickiego, ale antropologiczny kazus.