Starotestamentalna zazdrość Boga

religia
Bartosz Piotr Bajek

Kontynuując temat zazdrości chciałbym dziś zająć się starotestamentalną zazdrością Boga. Podział jaki zastosowaliśmy wcześniej, zastanawiając się nad naturą zazdrości (zobacz: Natura zazdrości) ma się nijak do Boga.

Nie możemy powiedzieć, że Bóg nam zazdrości ani tym bardziej, ze jest o nas zazdrosny. A jednak w Piśmie Św. znajdujemy określenia typu: "Bóg jest Bogiem zazdrosnym". Jak je rozumieć? Musimy do tego podejść w dwojaki sposób. Po pierwsze mieć na uwadze, że język hebrajski jest językiem ułomnym, także jego określenia nie dosięgają istoty tego o czym opowiadają (jak żaden zresztą inny język). Poza tym musimy mieć świadomość tego, że Boga nie możemy poznać takiego jakim jest sam w sobie (dlaczego? Odpowiedź tutaj: Stientia et potestas), jedynie możemy poznać jaki się jawi nam, tzn jaki jest w relacji z i do człowieka.
I w zasadzie to wszystko czego nam potrzeba, by budować z nim więź.


Jak wiec podejść do tego zagadnienia by nie zniekształcić obrazu Boga? Myślę, że najbliższym prawdy jest stwierdzenie, że Bóg chce naszego szczęścia, a że ma świadomość tego, iż tylko w Nim człowiek może odnaleźć pełnię szczęścia, bezpieczeństwo i pokój, dlatego nie zgadza się na to co nam szkodzi. On nie chce nas na wyłączność dla Siebie, bo tak mu się podoba, tak chce, czy jest zazdrosny ludzką zazdrością (a raczej jej wypaczeniem), tylko chce naszej lojalności dla naszego dobra i dlatego tak o to walczy. I gdybyśmy się uparli i za wszelka cenę chcieli użyć określenia 'zazdrosny' wobec Boga, tak by wypaczyć Go w naszym postrzeganiu jak najmniej, to najrozsądniej byłoby powiedzieć, że Bóg jest zazdrosnym o nasze zbawienie (tu oczywiście musimy przedefiniować pojęcie 'bycia zazdrosnym o'), jako ostateczne i dopełnione szczęście człowiecze, abyśmy je osiągnęli.